poniedziałek, 31 marca 2014

Rozdział 1

*Laura's P.O.V.*

- Oczywiście - powiedziałam - Z tym nie będzie problemu. Jakoś ją namówię. 
- Do jutra muszę mieć odpowiedź. Agencja wybrała Ciebie, bo stwierdzili, że idealnie nadawałabyś się do kilkunastu projektów. - odpowiedział manager. 
- Bardzo bym chciała tam pojechać - zaczęłam kolejne zdanie. 
- Ach, i gdyby Twoja mama pytała to do szkoły oczywiście byś uczęszczała. - dopowiedział mężczyzna
- Nie było by z tym problemu? - zapytałam
- Nie sądzę. W końcu język umiesz. Angielski też, więc tym bardziej. - powiedział
- W sumie racja. - odparłam - W takim razie, jutro dam Ci znać. 

Szybko zbiegłam po schodach i ruszyłam ku domowi. Tak, dzisiaj było zakończenie roku szkolnego. Długo wyczekiwane zakończenie roku szkolnego. Spieszyłam się do domu, a przy okazji wyobrażałam sobie jak tam jest. Byłam tak zamyślona, że nie usłyszałam nawoływania mojej przyjaciółki.
- Heej, Laura! - gdzieś w oddali słyszałam jej głos - Laura - i dziewczyna zjawiła się obok mnie.
- Hej, wybacz, że tak szybko się ulotniłam.- uśmiechnęłam się do niej
- Nie ma sprawy. Mogę sobie wyobrazić jak bardzo przejęta jesteś tym wyjazdem.- opowiedziała udowadniając, że nie jest na mnie zła. - Więc kiedy wylatujesz? - zapytała po chwili
- Za dwa dni mam samolot. - odparłam unosząc kąciki ust.
- Spakowana już? - zapytała Róża unosząc brwi ku górze.
- Haha, nie jeszcze nie - powiedziałam ze śmiechem - Nadal nie mogę uwierzyć, że tam jadę, jakoś tego nie czuje - dodałam
- Oh, naprawdę? - zapytała zdziwiona - Byłam pewna, że wariujesz wiedząc, gdzie jedziesz - dodała.
- Wiem, nie wierze i nie czuje - opowiedziałam na jednym wydechu.
- Ciekawe - dopowiedziała Róża.

- Nie ma mowy, żebyś pojechała tam sama. - zaczęła spokojnym tonem rodzicielka - I to jeszcze na rok!
- Przecież nie będę sama. Fryderyk jechałby jako mój opiekun. - odparłam 
- Czy ty siebie słyszysz? - zapytała zdziwiona 
- Przyjeżdżałabyś do mnie co jakiś czas - dodałam - No mamo, proszę! - zaczęłam prosić mamę 
- Nie przekonuje mnie to - odpowiedziała - A szkoła? - zapytała - Ostatni rok ci został. Nie możesz jechać za rok, jak już skończysz szkołę i będziesz pełnoletnia? - dodała
- To jest jedyna taka szansa! - powiedziałam błagalnym tonem - A uczyłabym się tam - dodałam z uśmiechem 
- Tam? - przytaknęłam na jej pytanie - Zdajesz sobie sprawę, że tam nie mówią po polsku? - zapytała po raz kolejny 
- Nie jestem na tyle głupia - odpowiedziałam. - Przecież umiem ten język dosyć dobrze, a dodatkowo jeszcze angielski na poziome zaawansowanym. - powiedziałam - Uwierz, że dałabym sobie radę - dodałam po chwili ciszy między mną, a mamą. 
- Ale rok? Zdajesz sobie sprawę, że to ostatni rok nauki, a matury wcale nie jest łatwo zdać. Tym bardziej w obcym języku. - powiedziała kobieta
- Ja... - stanęłam i zawahałam się - Ja.. Wiem - odparłam - Ale marzenia trzeba spełniać, a nie mam pewności, że taka okazja się powtórzy. - dodałam i poczułam jak łza spływa mi po policzku.
- No nie wiem Lauro - powiedziała mama - Ufam Ci i wiem, że potrafisz podejmować rozsądne decyzje, ale nie jestem pewna, czy tej byś nie żałowała. - powiedziała patrząc mi w oczy. 
- Nie będę. - powiedziałam pewnym głosem - Wiem to. 


- Swoją drogą nadal nie powiedziałaś mi, jak Twoja mama zgodziła się na Twój roczny wyjazd. -  zaczęła moja przyjaciółką, gdy stałyśmy na przystanku czekając na autobus.
- Myślę, że po prostu mi zaufała. - odpowiedziałam patrząc w dół i uśmiechając się pod nosem.
- Będę strasznie za Tobą tęskniła - powiedziała Róża lekko łamiącym się głosem.
- Hej, Różyczka moja. Nie płacz, proszę - zaczęłam przytulając ją. Nie cierpiałam kiedy płakała. - Jeszcze nie wyjeżdżam. - ciągnęłam. - A za rok tu wrócę. Po za tym mówiłam, że musisz do mnie przyjechać jeszcze w te wakacje. - powiedziałam. - Będzie shopping i takie tam. - dokończyłam.
- Ta-a-aa-k - powiedziała przez łzy - Ja-aa-s-nee - ciągnęła
- Ej, Róża - spojrzałam na nią - Dzisiaj robimy pidżama party - powiedziałam z triumfalnym uśmiechem. - Ustalimy, kiedy będziemy do siebie dzwoniły i gadały na skype. - dopowiedziałam - Tylko nie zapomnij doładowywać konta.
- Hahah - zaśmiała się lekko. - Postaram się - powiedziała ściszonym głosem.
- Już lepiej? - zapytałam
- Chyba tak. - odparła. - Nasz autobus. - wskazała na nadjeżdżający pojazd.
- To jedziemy do mnie i ogarniemy wszystko. - powiedziałam.

- Hej, a pamiętasz jak wyleciałaś z huśtawki? Hahaha - zaczęła Róża. Wspominałyśmy śmieszne sytuacje, jakie nam się przytrafiły. Przez głowy przelatywały nam najróżniejsze wspomnienia. Od tych przezabawnych po te bolesne, gdzie walnęłam głową w ścianę, kiedy spadłam z owej huśtawki.
- Hahaahaa, a to jak na wf utknęłaś miedzy drabinkami?  - przypomniałam przyjaciółce jeden z jej wyczynów.
- Weź mi lepiej nic nie mów. - odparła - Potem przed miesiąc chodziłam ze skręconą kostką - dodała po czym wybuchła niekontrolowanym śmiechem. Takie życie z wariatami, ale kto powiedział, że ja też jestem normalna?

- I pamiętaj - zaczęła moja rodzicielka - zadzwoń, jak tylko dolecisz na miejsce.
- Tak, dokładnie córciu - dodał tata -A ja, jak tylko będę na delegacji w Seulu to Cię odwiedzę - powiedział - Więc wtedy zarezerwuj sobie dzień. - ostrzegł mnie grożąc palcem po czym się zaśmiał.
- Nie ma sprawy - powiedziałam - mogę zarezerwować sobie nawet tydzień - dokończyłam
- Ale bez przesady - wtrąciła się mama - Nie zapomnij o szkole - spojrzała na mnie poważnym wzrokiem
- Tak, tak. Myślę jednak, że akurat o tym niestety nie zapomnę. - powiedziałam
- No i prawidłowo - powiedział uśmiechnięty tata
- Idź już, bo się spóźnisz - zaczęła mama patrząc na ludzi idących w stronę mojego samolotu po czym uściskała mnie mocno.
- Ej, ej, spokojnie. Bo mnie udusisz - odparłam i się zaśmiałam
- No już dobrze - dopowiedziała rodzicielka
- A starego ojca kto pożegna? - zaczął mężczyzna
- Ehh, no dobrze - powiedziałam i podeszłam do taty. - A teraz muszę już muszę iść, paaaaa - dokończyłam i odwróciłam się w stronę bramki.
- Pa kochanie. Pozdrów Fryderyka jak dolecisz. - powiedziała mama
- Nie zapomnę. - krzyknęłam, gdyż byłam już kawałek dalej od nich.

- Podchodzimy do lądowania. Proszę o zapięcie pasów. Dziękujemy za skorzystanie z naszych usług lotniczych i zapraszamy ponownie. Miłego dnia. - powiedziała jedna z wielu stewardess w samolocie.
Po kilkunastu kolejnych minutach stałam w kolejce po odbiór bagażu. W końcu go dostałam i przeszłam przez bramkę. Przedtem jednak musiałam pokazać mój paszport i wizę jednej z osób od tego odpowiedzialnych. Zajęło to dosłownie minutkę i już szłam wolnym krokiem po płytach koreańskiego lotniska.
Mój manager z powodów zawodowych mógł zjawić się dopiero za pół godzinki, więc stwierdziłam, że już teraz spróbuję jakiegoś typowego, koreańskiego jedzenia. Okey, Laura. Musisz przestawić się na nowy język. 
- Annyeonghaseyo, poproszę porcję kimchi - zamówiłam jedzenie w jednym ze stoisk na lotnisku, a gdy otrzymałam zamówienie usiadłam przy stoliku i rozpoczęłam jedzenie. Tutejsze jedzenie jest zdecydowanie inne niż polskie, aczkolwiek bardzo dobre. Gdy skończyłam jeść zostało mi jeszcze trochę czasu, więc zajrzałam na kilka portali społecznościowych, a na samego Instagrama dodałam nowe zdjęcie. Kiedy ogarnęłam mniej więcej co, jak, gdzie postanowiłam w końcu zadzwonić do rodziców i przyjaciółki, aby powiadomić ich o tym, że dotarłam. Pewnie umierają ze strachu. 
Rozmowy zajęły mi w sumie 10 minut, z samą Różą gadałam ponad 7. Gdy skończyłam połączenie przed oczami pojawił się Fryderyk, który dosłownie wyrósł z ziemi, gdyż przedtem nigdzie go nie widziałam, a co chwilę kierowałam wzrok ku wejść, by wiedzieć, czy już idzie.
- Cześć Lauro - zaczął.
- Witaj. - odparłam - Uprzedzając Twoje pytanie. Tak, lot był dobrze. - dodałam uśmiechając się.
- Jestem aż taki przewidywalny? - zapytał ze śmiechem
- Tylko troszkę. - powiedziałam - To jak mój rozkład na wakacje? Rozumiem, że teraz będę miała więcej sesji niż w roku szkolnym, gdyż mam zamiar tu zdać tą maturę bez zbędnego powtarzania klasy, za które zresztą mama by mnie chyba zabiła. - powiedziałam
- Tak, zaplanowałem część mniej więcej i w podczas szkoły sesje masz głownie w weekendy. - odpowiedział. - A w wakacje to w sumie prawie codziennie. Ten tydzień masz tylko wolny. Musisz się zaklimatyzować i przyzwyczaić do nowego miejsca. - dokończył
- Rozumiem, ale uprzedzam, że jeszcze w wakacje Róża przyleci do mnie - dodałam
- Coś wymyślimy. - odparł - A teraz choć do Twojego mieszkania, które wynająłem na czas Twojego pobytu tutaj.
- Własne mieszkanie? - zapytałam - Nie wierzę, tu jest coraz lepiej - dokończyłam
- Tak, własne. Tylko bez dzikich imprez, proszę.
- Myślę, że z tym nie będzie problemu.
- Mam nadzieję - powiedział

- Daleko będę miała do szkoły? - zapytałam siedząc w samochodzie i oglądając widoki zza okna.
- Nie bardzo. Będziesz musiała przejść przez 3 ulice - odpowiedział mężczyzna
- Mhm. - mruknęłam tylko, gdyż byłam zmęczona po podróży.

- A o to budynek, w którym znajdować się będzie Twój apartament. - zaczął Fryderyk, gdy wyszliśmy z samochodu i stanęliśmy przed ogromnym wieżowcem
- Apartament? - zapytałam
- Oczywiście. Będą modelką nie możesz mieszkać w jakieś dziurze. - dokończył
- Jej, dziękuje.

- Ach, jutro tylko przyjdę i omówię z Tobą kilka spraw dotyczących sesji, ale nie pracujesz jeszcze w tym tygodniu. Nie zapomnij. - powiedział kierując się już do drzwi. - Albo może lepiej jutro jeszcze nigdzie nie wychodź. Nie wie, o której Cię odwiedzę. - powiedział
- Mhm, nie ma problemu, cześć - pożegnałam się z managerem.
- Cześć - mężczyzna wyszedł

Gdy Fryderyk wyszedł od razu poszłam zobaczyć pomieszczenia w mieszkaniu. Łazienka, kuchnia, jadalnia, salon, korytarz, jakieś dwa pokoje, sypialnia. O i garderoba. Żyć, nie umierać. Kiedy znajdowałam się w sypialni nie wahając się rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.

__________________________________________________
Ehh, pierwszy rozdział. XD czy ktoś czyta? albo chociaż zajrzał? Miło byłoby wiedzieć, że ktoś tu zagląda.
No, ale... Główny bohater pojawi się już wkrótce. Ten rozdział był takim jakby wprowadzeniem i zapoznaniem się z sytuacją Laury ;)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz